Tytuł oryginału: The Ballad of Falling Dragons
Cykl: Spadające Księżyce [2]
Autor: Sarah A. Parker
Wydawnictwo: Uroboros
Ilość stron: 864
Gatunek: Fantastyka, fantasy, romantasy
Raeve nadal płonie żądzą zemsty. I nadal płonie z miłości do Kaana Vaegora. Gdy dowiaduje się, że świat czeka najbardziej niszczycielski jak dotąd upadek księżyców, będzie musiała zdecydować, którą ścieżkę wybierze - śmierci, a może życia. Kaan jest zdesperowany, by chronić swoje królestwo przed zagładą. Rozsyła wici rozproszonym przyjaciołom i bliskim, ale wciąż nie ma odpowiedzi - a czas ucieka. Oboje próbują ratować świat, któremu grozi koniec, i jednocześnie odpierać wrogów knujących krwawe intrygi. Ale najtrudniejsze, z czym przyjdzie się im zmierzyć, to tajemnica kryjąca się w przeszłości Raeve... [opis wydawcy]
Wśród najbardziej wyczekiwanych premier tego roku znalazła się u mnie "Ballada...". Poprzedni tom zrobił na mnie ogromne wrażenie i byłam bardzo ciekawa, jak potoczą się losy bohaterów. Pierwsze, co muszę podkreślić: w tej części smoków jest dużo! Narzekałam na ich niewielką obecność w poprzednim tomie, ale tutaj tego problemu nie uświadczycie - te istoty w końcu mają ogromne znaczenie!
Ciężko pisać o tym tomie, nie zdradzając fabuły, ale postaram się uniknąć spoilerów. Wydarzenia i prawdy z "KWSK" sprawiają, że Raeve nie może już uciekać od swoich uczuć i wspomnień. Relacje, które ją umacniają, a równocześnie stanowią jej słaby punkt, odgrywają znaczącą rolę w fabule. W końcu czy to nie gwałtowne emocje, jak miłość, nienawiść czy rozpacz, popychają nas do najśmielszych i najstraszniejszych czynów?
Kojarzycie motyw "looks like it could k*ll you but is a cinnamon roll"? To cały Kaan! Bardzo podoba mi się przedstawienie jego niebezpiecznych możliwości przy jednoczesnym ukazaniu, jak wielkie ma serce. Jego troska nie zna granic, a oddanie ukochanej po raz kolejny mnie ujęło! Mieli z Raeve kilka Takich momentów, które zapamiętam na długo!
Choć cieszę się, że wielu bohaterów dostało własne POV, muszę przyznać, że początek był dla mnie chaotyczny. Nieraz gubiłam się w wydarzeniach i zastanawiałam, czy dobrze coś zrozumiałam, bo akcja była poszarpana, bohaterowie nieustannie zmieniali lokacje, a tempo bywało nierówne. Bałam się, że moja frustracja będzie narastać, ale na szczęście z czasem wszystko się wygładziło. Od drugiej połowy nie mogłam się już oderwać, a dynamika wydarzeń, ilość akcji i intryg bardzo przypadły mi do gustu.
"Ballada..." nie miała u mnie rewelacyjnego startu, ale ostatecznie obroniła się w moich oczach. Autorka stworzyła coś wyjątkowego, opisanego poetyckim językiem, a zakończenie zostawiło mnie w szoku i z apetytem na więcej. Uwielbiam zanurzać się w tym uniwersum i - patrząc na dotychczasowy rozwój serii - wierzę, że przy trzecim tomie przepadnę. Zwłaszcza, że wiele sekretów zostało już ujawnionych, bohaterowie coraz mocniej się ze sobą związali, a śledzenie ich losów wywołuje u mnie palpitacje serca!
Moja ocena: 8/10
Współpraca reklamowa Uroboros
.png)
Najważniejsze, że summa summarum książka okazała się ciekawa i się obroniła pomimo słabego początku.
OdpowiedzUsuń