Tytuł oryginału: Tysiąc bieszczadzkich gwiazd
Cykl: : -
Autor: Katarzyna Fiołek
Wydawnictwo: Muza
Ilość stron: 352
Gatunek: literatura obyczajowa, romans
A gdyby tej zimy rzucić wszystko i uciec w Bieszczady? Łucja kiedyś zrobiła coś odwrotnego - uciekła z Bieszczadów i zostawiła tam chłopaka, który kochał ją najbardziej na świecie. Teraz, po dziesięciu latach, musi wrócić do Lutowisk. Tylko na chwilę. Sprzedać stary dom i znów zniknąć. Ale Janek wciąż tu jest. Jedno spojrzenie wystarcza, by wróciło wszystko, o czym Łucja próbowała zapomnieć: pierwsze pocałunki, wspólne marzenia, tęsknota i uczucie, które najwyraźniej nigdy nie wygasło. Jest tylko jeden problem - Janek wkrótce ma poślubić inną kobietę. Wśród ośnieżonych połonin, zapachu igliwia i wieczorów spędzanych przy kominku granica między tym, co było, a tym, czego oboje wciąż pragną, zaczyna niebezpiecznie się zacierać. Czy można przestać kochać kogoś, kto był twoją pierwszą wielką miłością? A może czasem trzeba wrócić na koniec świata, żeby dostać od losu drugą szansę? [opis wydawcy]
Nie mogłabym przegapić kolejnej premiery Kasi! Ta zapowiadała się naprawdę ciekawie: miłość z dzieciństwa, zimowy klimat, no i powrót w Bieszczady, które chyba już zawsze będą mi się kojarzyć z twórczością autorki.
Z pozoru można pomyśleć, że to kolejna lekka obyczajówka, ale zdecydowanie tak nie jest. Owszem, styl Kasi sprzyja relaksującemu i sprawnemu zagłębianiu się w historię, ale tym razem tematy, które stopniowo wypływają na wierzch, nie należą do tych z gatunku przyjemnych. Na szczęście Kasia taktownie prowadzi czytelnika przez trudniejsze aspekty powieści, rozwiązując je w sposób zarówno otulający, jak i wyzwalający - zależnie od wątku.
Wątku romantycznego również nie zabrakło. Łucja i Janek mają odmienne doświadczenia życiowe, które ich ukształtowały, ale kiedy spotykają się po latach, bardzo szybko odnajdują wspólny język. Podobały mi się retrospekcje pokazujące uczucie, które rosło wraz z bohaterami, a także ich różną codzienność. Janek jako obiekt westchnień nie był bez wad - w pewnym momencie wkurzyłam się tak samo jak Łucja - ale biło od niego również wiele wsparcia i uczuć, których nie zdołał przykryć kurz minionych lat.
Bieszczady zimą stworzyły atmosferę rodzinnego ciepła, która obudziła w Łucji wiele emocji. Wątek babci i matki Łucji był bolesny, ale bardzo istotny. Destrukcyjny sposób, w jaki Łucja radziła sobie z nieprzepracowanymi traumami, krok po kroku się ujawniał. Towarzyszyło mi wiele emocji, gdy nadszedł moment, w którym bohaterka uświadomiła sobie prawdę.
"Tysiąc bieszczadzkich gwiazd" to powieść o miłości, która potrafi rozjaśnić nawet najczarniejszy okres w życiu. Historia Łucji zostawiła mnie z przeświadczeniem, że czasem trzeba skonfrontować się z przeszłością i uratować najpierw siebie. Wiecie, tak jak w samolocie. Cieszę się, że kolejny raz dałam się porwać Kasi w Bieszczady.
Moja ocena: 8/10
Współpraca reklamowa z wydawnictwem Muza
.png)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Spodobał się post? Skomentuj! :)