Tytuł oryginału: How to Honeymoon Alone
Cykl: -
Autor: Olivia Hayle
Wydawnictwo: Ale!
Ilość stron: 352
Gatunek: literatura obyczajowa, romans
To miały być najszczęśliwsze dwa tygodnie w jej życiu, ale los miał zdecydowanie lepszy plan. Porzucona tuż przed ślubem Eden miała spędzić miesiąc miodowy u boku mężczyzny, którego kochała. Zamiast tego zostaje sama – ze złamanym sercem, z bezzwrotną rezerwacją i biletem do tropikalnego raju, który miał być początkiem nowego życia. Nie zamierza jednak zmarnować tej podróży. Co może pójść nie tak? Plan jest prosty: słońce, plaża, ocean i wystarczająco dużo drinków, by zapomnieć o przeszłości. Nie przewidziała tylko jednego... JEGO. Phillip Meyer jest arogancki, cyniczny i zdecydowanie zbyt przystojny, by dało się go zignorować. Wiecznie niezadowolony pracoholik wydaje się dokładnym przeciwieństwem Eden. A jednak los uparcie stawia ich na swojej drodze. Bo czasem, aby odnaleźć siebie, trzeba pozwolić sobie na szaleństwo. Pełna humoru, emocji i romantycznego napięcia historia o drugiej szansie, nieoczekiwanej bliskości i miłości, która pojawia się wtedy, gdy najmniej się jej spodziewamy. [opis wydawcy]
Jeśli szukacie idealnego romansu do przeczytania leżąc nad morzem bądź basenem, to nie musicie szukać dalej! "Miesiąc miodowy dla singli" wziął mnie totalnie z zaskoczenia - nie miałam żadnych wymagań wobec tej książki, poza jednym: żeby była dla mnie lekką odskocznią od codzienności. I właśnie to dostałam!
Olivia zabrała mnie w zabawną, nieco przerysowaną (ale w ten pozytywny sposób) podróż poślubną Eden, która wyrusza w nią solo po odwołanym ślubie! Poznanie się głównych bohaterów już mnie kupiło, a im dalej czytałam, tym lepiej się bawiłam - nim się obejrzałam, dotarłam do samego końca książki!
Eden nie da się nie kibicować w jej celebrowaniu tego wymarzonego wyjazdu. Jako, że sama lubię znać ciekawostki o danym miejscu i przeżywać różne unikalne dla danego miejsca rzeczy, to z uśmiechem na ustach śledziłam jej poczynania na Barbadosie (i po cichutku jej zazdrościłam, ale to z tęsknoty za wczasami).
Dodanie do jej "słonecznej" energii nieco gburowatego Phillipa idealnie zagrało - ich interakcje były komiczne, ale i urocze, gdy orientowali się, jak dobrze im się spędza czas razem. Ich relacja krok po kroku się rozwijała. Podoba mi się, jak autorka potrafiła oddać chemię jaka ich łączy, oraz w delikatny, momentami pikantny sposób opisać to jak na siebie działają.
Jest to pełna słodkich, rom-comowych momentów historia o miłości, która przychodzi niespodziewanie i wydobywa z drugiej osoby to, co najlepsze. Jeśli poszukujecie niezobowiązującej, bardzo lekkiej powieści idealnej na te letnie dni, to "Miesiąc miodowy dla singli" będzie świetnym wyborem! Choć jest to jedna z tych książek, które raczej nie zostaną w mej pamięci na długo, to takie letniaczki dla rozluźnienia też są fajne!
Moja ocena: 8/10
.png)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Spodobał się post? Skomentuj! :)