poniedziałek, 21 marca 2016

106. Szkoła bogów - Bernard Werber



Tytuł oryginału: Nous, les dieux
Cykl: Trylogia bogów [1]
Autor: Bernard Werber
Wydawnictwo: Sonia Draga
Ilość stron: 368
Gatunek: fantastyka, fantasy
Cytaty: 
"Ludzie bardziej starają się zmniejszyć swoje nieszczęście, niż zbudować szczęście."

"Przegrani zawsze znajdują wytłumaczenie. Ci, którym się udało, zawsze znajdują sposób."

Michael Pinson zostaje bogiem-uczniem na wyspie Aeden w Olimpii. Wcześniej był aniołem, a jeszcze wcześniej zwyczajnym śmiertelnikiem. Nie wie dlaczego znalazł się tam, gdzie jest, jaki cel ma szkoła bogów, ani jakie niebezpieczeństwa znajdują się na wyspie. Kiedy tajemniczy bogobójca eliminuje kolejnych uczniów, a Gra Y polegająca na kontrolowaniu życia na innej planecie staje się coraz trudniejsza, przed Michaelem i jego przyjaciółmi stają kolejne wyzwania i zabójcze tajemnice do odkrycia. 

Czy Michael dowie się kim jest bogobójca? Czy Michael może ufać swoim przyjaciołom? Co znajduje się na szczycie Olimpu?

"Szkoła bogów" od razu przykuła moją uwagę. Uwielbiam klimat mitologii, więc z nadzieją, że przede mną naprawdę ciekawa powieść zasiadłam do lektury. Czy dobrze o niej myślałam? Niekoniecznie. Fakt, że męczyłam się z tą historią przez tydzień już mówi sam za siebie. Bernard Werber stworzył powieść o bardzo dużym potencjale, jednak według mnie skupił się na rzeczach mniej istotnych, zapominając o tym, co mogłoby sprawić, że ta powieść byłaby boska.

Podoba mi się fabuła, i tak naprawdę do połowy książki nie miałam jej nic do zarzucenia. Ciekawe wątki, tajemnice, morderstwa i zagadka od Afrodyty sprawiły, że byłam zaintrygowana losami bohaterów. Jednakże autor w pewnym momencie odłożył te wszystkie interesujące elementy i od ok. połowy "Szkoły bogów" poczułam się znudzona. Bo ileż można czytać o losach ludzi na Ziemi 18 przeznaczonej do ćwiczeń bogów-uczniów? Szczególnie jeśli nie poznajemy tak właściwie konkretnych postaci, a ich życiorysy są w stylu "Lud - <zwierzę> zobaczył wodę na pustyni i wtedy zrozumiał, że musi szukać miejsca z wodą pitną by przeżyć".

Dobór bohaterów przez autora mnie szczerze zaskoczył i jest zaletą tej powieści. W "Szkole bogów" oprócz Michaela poznajemy Marylin Monroe, van Gogha i wiele innych znanych postaci, w tym naszą ojczystą Marię Curie. Mimo to z żadną osobą, która pojawia się w tej historii się nie zżyłam, a gdy ktoś, kto pojawiał się dość często nagle zginął w ogóle nie zrobiło to na mnie wrażenia. Nauczycielami w Olimpii są oczywiście bogowie olimpijscy, jednak tu się zawiodłam. Bernard stworzył ich wszystkich na 'jedno kopyto' starsi, 2-metrowi i... pospolici. Zero wyjątkowości. Nie mam  tu na myśli, że się nie różnili między sobą, bo to było bardzo widoczne, jednak brakowało im tej boskości, pewnego autorytetu. 

Tak jak już wspominałam, czytałam tę książkę przez tydzień, bo po prostu nie potrafiłam się wciągnąć w lekturę. Owszem, interesowały mnie bardzo niektóre wątki, jednak w większej mierze autor skupiał się na rzeczach, które tak naprawdę nie były według mnie aż tak istotne. Autor pomiędzy rozdziały z życia Michaela w szkole bogów wplótł fragmenty z encyklopedii pisanej przez jednego z bohaterów, co było dość ciekawym zabiegiem. Mimo to od połowy lektury zaczęłam te momenty omijać, tak samo jak opisy życia ludów na Ziemi 18 (szczególnie, że te i tak były streszczane w czasie normalnych opisów lekcji z punktu widzenia Michaela), ponieważ zwyczajnie zaczęły mnie nudzić.

Nie jestem pewna czy sięgnę po kontynuację tej powieści, bo choć wiele wątków pozostało niewyjaśnionych to jestem zrażona do Trylogii bogów po jej pierwszej części. "Szkoła bogów" z pewnością nie jest dla każdego. Może się części z Was kojarzyć troszkę z Percy Jacksonem, jednak według mnie podobieństwo jest naprawdę znikome. Jeśli macie dużo czasu i chęci to sięgnijcie po dzieło Bernarda Werbera i sprawdźcie sami, czy Wam przypadnie do gustu. 

Moja ocena: 5/10