piątek, 8 kwietnia 2016

109. Ołowiany świt - Michał Gołkowski



Tytuł oryginału: Ołowiany świt
Cykl: S.T.A.L.K.E.R. [1] / Fabryczna Zona
Autor: Michał Gołkowski
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Ilość stron: 360
Gatunek: postapokaliptyczna, fantastyka, fantasy
Cytaty:  
"Nie pozwalam jednak, żeby euforia zmąciła mi rozsądek, bo w takiej chwili najłatwiej o głupi błąd. Swoją drogą, każdy błąd jest głupi, mądrych nie ma..."

"Jestem Nastia, a Ty?
-Nie jesteś Nastia(...) Nastia już nie żyje."

Zona - według słów rządów na Dużej Ziemi radioaktywne pustkowie wokół Czarnobyla, w którym nikt i nic nie żyje. Jednak to nie prawda, w Zonie życia jest aż za dużo. Misza, stalker żyjący w Zonie wie o tym dostatecznie dużo, by potrafić przeżyć spotkania nawet z najgorszymi mieszkańcami ziemi wokół Sarkofagu. Jednak kiedy broń zawodzi, przyjaciel omal go nie zabija, a amerykańska dziennikarka pałęta się po Zonie nie znając panujących w niej zasad, sprawy się komplikują. Dodatkowo, mężczyznę nawiedzają dziwne, realistyczne koszmary, które nie dają mu spokoju, a ich rozwiązanie jest Misze dalekie.

Czy Misza odkryje źródło coraz gorszego sypiania i tracenia pamięci? Czy stalkerowi uda się przeżyć kolejne tygodnie w Zonie? Co odkryje Misza podczas rutynowego wypadu po artefakty?


Jak już pewnie wiecie - uwielbiam takie klimaty. Broń, jakieś grupy ludzi próbujące przetrwać, i ewolucje powiązane z dziwnymi mutacjami to coś zdecydowanie dla mnie. Klimat Czarnobyla był niezwykle kuszący dlatego też sięgnęłam po powieść "Ołowiany świt" ojczystego autora. Nie wiedziałam czego oczekiwać po Michale Gołkowskim, ale do lektury zasiadłam z nadzieją, że spodoba mi się jego dzieło.

"Ołowiany świt" to właściwie zbiór różnych historii Miszy z Zony. Choć fabuła się łączy, to mimo to rozdziały opowiadały o innych wypadach po artefakty, misjach, czy wątku z dziennikarką (jedyną dziewczyną w powieści, ale o tym później), czasem były przeskoki jednodniowe, a innym razem mijało więcej czasu. Według mnie akcja biegła dobrym tempem, działo się wiele, ale miałam też momenty kiedy nie śledziłam historii Miszy z zapartym tchem, takie chwile wytchnienia. 

Jak już wspomniałam, w "Ołowianym świcie" występują sami mężczyźni i tylko jedna dziewczyna. Podczas lektury obudził się we mnie feministyczny zapęd do tego, by to lekko skrytykować, bo co? bo ani jedna kobieta nie potrafiłyby przetrwać w Zonie? Ale mniejsza. Misza, Dyry i inni stalkerzy byli silni, odważni, sprytni i niemal non stop czujni, choć niestety popełniali błędy, które ich dużo kosztowały. Przyjemnie się czytało jak toczy się ich życie, jak skacze adrenalina gdy są w niebezpieczeństwie (czyli praktycznie zawsze, w końcu to Zona), czy jak zalewa ich poczucie ulgi, gdy wychodzą z czegoś żywi. Podobały mi się też ich rozmowy, ze specyficznym humorem, tak, że nawet gdy się zwyzywali, to było czuć, że są do siebie jak bracia. 

Autor ma ciekawy, acz wymagający pełnej uwagi styl pisania. Nie potrafiłam czytać "Ołowianego świtu" przez bardzo długi czas bez przerwy bo zwyczajnie mnie to męczyło. Czytając o Zonie, tak jak stalkerzy w niej, musiałam być wiecznie skupiona, co momentami okazywało się naprawdę bardzo niekomfortowe. W dialogach często pojawiał się język rosyjski, jednak tylko w takim stopniu, by z łatwością się dało zrozumieć o co w nich chodzi, co jest zaletą lektury, ponieważ dodawało jej specjalnego klimatu.

Po lekturze "Ołowianego świtu" jestem zrozpaczona! Ale nie zrozumcie mnie źle, po prostu żałuję, że nie mogłam wraz z Miszą biegać po Zonie, bo pomimo niebezpieczeństw, jego przygody były fantastyczne. Jeśli odnajdujecie się w takich klimatach to biegnijcie do najbliższej księgarni i pytajcie czy nie mają książki Michała Gołkowskiego. Z historią o stalkerze jest jak z bieganiem - nawet gdy skończysz, dalej czujesz szybsze uderzenia serca i adrenalinę. 

Moja ocena: 8/10