środa, 20 kwietnia 2016

111. Wielki Mistrz - Trudi Canavan



Tytuł oryginału: The High Lord
Cykl: Trylogia Czarnego Maga [3]
Autor: Trudi Canavan
Wydawnictwo: Galeria Książki
Ilość stron: 718
Gatunek: fantastyka, fantasy
Cytaty:  

"Nic takiego. Cóż za fascynujące zagadnienie. Wyzwala w ludziach zastanawiające reakcje."

"Czasami wiedza o tym, jak widzi cię ktoś inny, nie jest wcale miłym doświadczeniem."

"Widzę to, czego najbardziej się boję, ponieważ tego właśnie wypatruję."

Sonea po wygranym pojedynku magicznym zyskuje respekt wśród innych nowicjuszy oraz nauczycieli. Mimo pozornej stabilizacji jaką stara się pokazywać, dziewczyna nie potrafi zapomnieć o tym co zobaczyła w komnacie Akkarina, ani przestać drżeć ze strachu przed nim. Kiedy Wielki Mistrz stara się przekonać Soneę o swojej racji i dobrej woli, wróg Krain Sprzymierzonych nie śpi. Ryzykując wszystko Sonea otwiera się na nowe możliwości, które albo ją zgubią, albo powstrzymają inwazję Sachakan.

Czy pobudki Akkarina są naprawdę szlachetne? Czy Sachakanom uda się inwazja na dużo słabsze Krainy Sprzymierzone? Czy Sonea zmieni swoje podejście do Wielkiego Mistrza?

"Wielki Mistrz" nie musiał długo czekać, bym po niego sięgnęła, było to oczywiste po lekturze poprzednich części tej trylogii. Wiedziałam, że w tej powieści nastąpi wielki finał i choć czytałam tę książkę już parę razy, to i tak na myśl o kulminacyjnych momentach i rozwiązaniach zagadek, które są przede mną byłam podekscytowana. Pozycja ta wypada bardzo dobrze na tle swoich poprzedniczek, autorka postarała się, by rozwiązanie Trylogii Czarnego Maga robiło wrażenie, nawet pomimo drobnych wad.

Akcja powieści zaczyna się rok po zdarzeniach opisanych w "Nowicjuszce", ale nie odczuwa się aż tak bardzo przeskoku czasowego. W "Wielkim Mistrzu" nie brakuje ciekawych, zaskakujących momentów. Czytałam fragmenty zarówno smutne, spokojne, radosne ale też szokujące i zapierające dech w piersiach. Szczególne wrażenie zrobiły na mnie ostatnie rozdziały powieści. Podoba mi się to, jak Trudi nie opisała kulminacyjnego momentu całej trylogii w paru zdaniach, a bardziej go rozbudowała. Jedynie z czym nie mogę się pogodzić to zakończenie historii Sonei - mam ochotę zrugać autorkę, za to jak poprowadziła losy bohaterki, którą ogromnie polubiłam.

Ta część umożliwiła mi bliższe poznanie postaci Wielkiego Mistrza Akkarina, jego sekretów, przeszłości, która okazuje się rozwiązaniem wielu spraw, oraz przyczyną innych. Kiedy Sonea znalazła nić porozumienia ze swoim młodym mentorem i zrozumiała go, fragmenty z ich udziałem były moimi ulubionymi. W "Wielkim Mistrzu" Trudi przybliża czytelnikom również relację Dannyla z Tayendem. Mimo iż w całej powieści da się wyczuć ogromne napięcie i stres, to autorka dzięki ukazaniu pięknych więzi opartych na zaufaniu, miłości, trosce i przyjaźni sprawiła, że jest ona jeszcze lepsza w odbiorze. 

Trudi Canavan ma specyficzny, dość ciężki styl - jak zresztą wielu pisarzy fantastyki. Pomimo iż świetnie operuje słowem, to według mnie często tworzy zbyt obszerne (choć niezwykle barwne i dokladne) opisy, które sprawiają, że jej dzieła potrzebują na przeczytanie dużo czasu. Przyznaję, że opuszczałam czasem akapity, kiedy już miałam tego dość, ale nie sprawiło to, że coś mi umknęło. 

Napisanie finału nie jest wcale proste - ma ono sprawić, by poprzednie części serii idealnie się zgrały, a historia płynnie przeszła do swojego końca  - Trudi się to udało. W "Wielkim Mistrzu " podoba mi się to, że akcja jest nieprzewidywalna, że zakończenie wbija w fotel, że bohaterowie są świetnie wykreowani, oraz że autorka napisała Trylogię Zdrajcy, w której są zarówno bohaterowie z TCM jak i całkiem nowi. Jeśli kiedyś próbowaliście czytać prozę tej autorki, a się poddaliście (wiem, że są tacy wśród Was), to zachęcam Was do spróbowania jeszcze raz, a możecie być mile zaskoczeni, a Wam wszystkim, którzy nie mieliście styczności z dziełami Trudi polecam Trylogię Czarnego Maga, która jest moją ulubioną serią tej pisarki!
 "Dannyl uśmiechnął się i poklepał Rothena po ramieniu.
- To musi być strasznie frustrujące, tak obserwować, jak twoi nowicjusze pną się coraz wyżej.
Rothen wzruszył ramionami, ale po chwili jego uśmiech przeszedł w ponury grymas.
- Żeby tylko nie pięli się drogą wiodącą do Sachaki."

 Moja ocena: 9/10