niedziela, 18 grudnia 2016

150. Lek na śmierć - James Dashner



Tytuł oryginału: The Death Cure
Cykl:  Więzień Labiryntu [3]
Autor: James Dashner
Wydawnictwo: Papierowy księżyc
Ilość stron: 440
Gatunek: literatura młodzieżowa, postapokaliptyczna


Pojmani przez DRESZCZ Streferzy muszą zdecydować, czy zaufają instytucji zmuszającej ich do Prób, czy też postanowią się zbuntować. Kiedy DRESZCZ mówi, że to koniec kłamstw, Odporni po odzyskaniu wspomnień uciekają pozostawiając Thomasa, Minho i Newta w rękach organizacji. Gdy Thomas z pomocą Brendy ucieka z przyjaciółmi z bazy DRESZCZU nie wie, że miejsce, które miało być bezpieczne, już takie nie jest. Okazuje się, że Pożoga mimo wszelkich prób nie została opanowana i wróg może czaić się wszędzie. 

Czy DRESZCZ zdąży odnaleźć cudowny lek zanim 99% populacji zmieni się w Poparzeńców? Co zrobi Thomas, gdy okaże się, że nie wszyscy jego przyjaciele są odporni? Czy istnieje jakakolwiek szansa na bezpieczne życie na Ziemi?

"Jaki był sens w prowadzeniu rozmowy, gdy nie można było ufać słowom?"

I tak oto dotarłam do końca historii "Więźnia Labiryntu", choć można by się spierać, gdyż wyszły jeszcze dwa prequele, ale wiecie, nie ma niczego "dalej". Muszę przyznać, że wiele razy byłam zaskoczona, a sam autor rozwiązał całą serię w sposób mistrzowski. "Lek na śmierć" nie odstępuje, ani na krok swoim poprzednikom, w pewnym sensie jest nawet lepszy, bo dostałam w tej części dużo odpowiedzi na pytania powstające od początku tej przygody.

"Zabij mnie. Jeśli kiedykolwiek byłeś moim przyjacielem, zabij mnie."

Akcja zaczyna się parę tygodni po "Próbach Ognia", gdzie Streferzy zostali pojmani przez DRESZCZ. Spodobało mi się to, że autor nie tylko skupił się na samej fabule, ale też uczuciach bohaterów. W "Leku na śmierć" nie ma litości, a postacie muszą zmierzyć się z licznymi konfliktami moralnymi i odnaleźć człowieczeństwo w świecie, gdzie Pożoga zmienia ludzi w krwiożercze monstra. Dashner ponownie postanowił rozszerzyć świat tej historii, pokazał jak - że tak powiem - normalni ludzie poradzili sobie z wirusem. 

"Ale pozwól, że zadam ci pytanie: czy chcesz mi powiedzieć, że życie kilku osób nie jest warte poświęcenia po to, żeby ocalić niezliczoną liczbę innych? - Znów mówił z pasją, pochylając się. - To bardzo stary aksjomat, ale czy wierzysz, że cel może uświęcać środki? Kiedy nie ma się wyboru?"

Jest to najbardziej krwawa i najbrutalniejsza część z tych trzech, które czytałam. Według mnie nie jest to wadą, bo jesteśmy troszkę przyzwyczajeni do tego, że w cudowny sposób zawsze jest happy end, ci źli umierają, a dobrzy zwyciężają i ratują cały świat. Choć w sumie odbiór szokującego zakończenia "Leku na śmierć" zależy od aspektu na który patrzymy. Nie mogę jednoznacznie powiedzieć, że było one dobre lub nie. Dodatkowym zaskoczeniem było wprowadzenie znów Gally'ego do fabuły, czego kompletnie się nie spodziewałam. 

"Zrobili z niego zabójcę... żeby ratować ludzi?"

Nie da się czytać tej historii i nie przywiązać się choć do jednego bohatera. Obserwowanie ich zmagań przez całą tę serię sprawiło, że pogodzenie się z losem niektórych z nich było dla mnie ciężkie. Po "Próbach Ognia" nie potrafiłam przekonać się znów do Teresy, choć ta starała się by odzyskać zaufanie innych. To nie znaczy , że wolę Brendę, która od samego początku zaczęła... podrywać Thomasa, co okazało się być trochę irytujące. Najbardziej podobały mi się losy Thomasa, Minho i Newta, to oni wydali mi się być najbardziej wartościowi w całej powieści.

"-Wyszedłem sprawdzić, co się dzieje,i o mało nie odstrzelono mi głowy.
-Przynajmniej wtedy by nie bolała-wymamrotał Minho."

Autor w ciekawy sposób zakończył historię o Thomasie, pomimo wad, jest to godny polecenia finał. "Lek na śmierć" to obowiązkowa pozycja dla tych z Was, którzy poznali poprzednie części. Jeśli jesteście zainteresowani tą trylogią, to nie wahajcie się dłużej i razem z Thomasem przejdźcie Próby i spróbujcie odnaleźć lek na śmierć. I pamiętajcie - DRESZCZ jest dobry. 

Moja ocena: 9/10