poniedziałek, 8 września 2025

331. I Wanna Text You Up - Teagan Hunter

Tytuł oryginału: I Wanna Text You Up
Cykl: Texting [2]
Autor: Teagan Hunter
Wydawnictwo: Yana
Ilość stron: 320
Gatunek: romans
Kiedy zamieściła ogłoszenie o poszukiwanym współlokatorze, ostatnią osobą, której się spodziewała, był on – Caleb Mills. Przystojny, pewny siebie, nieco zbyt uroczy… i całkowicie zakazany. Dlaczego? Bo to były chłopak jej najlepszej przyjaciółki. Nie miało być flirtu. Nie miało być tych ukradkowych spojrzeń, napięcia w powietrzu i dziwnych motyli w brzuchu. Mieli tylko współdzielić mieszkanie – bez dramatów, bez komplikacji, bez emocjonalnych wybuchów. Ale kiedy dwoje ludzi dzieli wspólną przestrzeń, granice zaczynają się zacierać, a reguły przestają mieć znaczenie. Czy da się współistnieć bez uczuć, gdy serce mówi co innego? [opis wydawcy]

Motyw bycia współlokatorami sprawdził się już w kilku romansach, jakie miałam okazję poznać, więc liczyłam na kolejną, bardzo dobrą powieść. W odbiorze tego gatunku bardzo dużą rolę grają bohaterowie oraz chemia między nimi - jak było w tym przypadku?

W moim odczuciu postacie w "I Wanna Text You Up" były jednowymiarowe, więc niemal wcale ich nie poznałam. Nie wzbudzali oni we mnie żadnych emocji (ani pozytywnych, ani negatywnych), co sprawiło, że nie potrafiłam wczuć się w ich historię. Mogłabym wymienić po dwie cechy na bohatera, i to byłby koniec... Bardzo wpłynęło to na mój odbiór powieści, ponieważ Zoe i Caleb nie dali się głębiej poznać.

Relacja między nimi zapowiadała się obiecująco. Później moje pozytywne nastawienie nieco zmalało, ponieważ nie było w tym pewnej naturalności. Autorka tak mocno skupiła się na samych konwersacjach między bohaterami, że zapomniała wpleść coś więcej w ich sceny. Najbardziej podobały mi się chwile, gdy miałam okazję poczuć klimat danej interakcji, miejsca, bardziej zrozumieć rozterki bohaterów i nieco zbliżyć się do nich. Rozumiem koncepcję stawiania na texting (nawiązanie do nazwy serii), ale gdy miała miejsce standardowa narracja, to brakowało mi wykorzystania tego, by nadać fabule charakteru.

Muszę z tego miejsca wspomnieć też o wyraźnych plusach tej powieści: lekkości pióra autorki, która sprawiła, że czas spędzony nad lekturą mijał błyskawicznie, a także jej wydanie, czytelność "dymków" itp. Pojawił się także przekochany kot - Getruś - który kradł każdą scenę ze swym udziałem!

"I Wanna Text You Up" nie dała mi do końca tego, czego oczekiwałam. Choć nie zdołałam zbliżyć się do bohaterów czy wczuć się w ich losy, to rozumiem osoby, które miały całkiem odwrotnie. Myślę, że w tym przypadku styl autorki nie jest odpowiedni dla mnie, jako osoby, która musi czuć zaangażowanie i emocje, gdy sięga po romans. Natomiast jeśli szukacie czegoś bardzo, bardzo lekkiego, zabawnego i niezobowiązującego, to możecie lepiej bawić się przy tej książce.

Moja ocena: 4/10
Współpraca reklamowa z wydawnictwem Yana

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Spodobał się post? Skomentuj! :)