wtorek, 26 stycznia 2016

95. Piąta fala - Rick Yancey


Tytuł oryginału: 
The 5th Wave
Cykl: Piąta Fala [1]
Autor: Rick Yancey
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 512
Gatunek: science fiction
Moja ocena: 7/10
Najlepsze cytaty: 
"Jednak prędzej czy później zawsze musisz podjąć decyzję, czy chcesz nadal uciekać, czy zaczniesz walczyć z tym, przed czym uciekałeś."

"Niektórych rzeczy nie trzeba obiecywać. Po prostu się je robi."

" Jeśli bardzo chcesz być sam,z pewnością ktoś ci w tym przeszkodzi."

" Gdyby istniało tylko dobro, ostatecznie nic nie byłoby dobrem."

Zielony punkt na niebie oznaczający, że nie jesteśmy sami w kosmosie. Nadzieje, powitanie a w odpowiedzi fale. Impuls elektromagnetyczny sprawił, że wszystko co działało na prąd przestało działać. Druga falą były powodzie, następnie przyszła zaraza i wykończyła kolejne miliony ludzi. Została ich garstka, ale Cassie nie ma pojęcia komu może ufać, bo czwarta fala nauczyła ją by zaufanie ograniczyć tylko do siebie. Postanawiając dotrzymać złożonej młodszemu bratu obietnicy, rusza na jego poszukiwanie, ale na jej drodze stoi uciszacz, pogarszająca się pogoda i... zabójczo przystojny Evan. Tymczasem Zombie uczy się żołnierskiego fachu w bazie, która ostała się mimo fal i zamierza walczyć z Obcymi. Do jego oddziału dołącza Nugget, przypominający mu o ważnych i pozytywnych emocjach, jednak Zombie wie, że te nie wygrają wojny, jedynie karabin, naboje i wiedza, kto jest jego wrogiem.  

Czy Cassie uratuje swojego młodszego brata Sammy'ego? Czy zmieni swoje zasady po poznaniu Evana? Dlaczego Obcy nie atakują? Kto jest prawdziwym wrogiem ludzkości?


"Piąta fala" intrygowała mnie od dawna, więc kiedy sięgnęłam po upragnioną lekturę, byłam nastawiona na coś wspaniałego. Muszę przyznać, że po skończeniu tej powieści sama nie jestem do końca pewna co mam o niej myśleć. Z jednej strony Rick Yancey zaprezentował swój kunszt w bardzo ciekawy sposób, a z drugiej momentami wydawało mi się, że poszedł na łatwiznę, stać go było na więcej. 

Historię poznajemy od momentu, gdy Cassie ukrywa się w lasach niedaleko miasta, po nadejściu czwartej fali. Akcja, którą poznawałam jej oczami miała szybkie tempo, co mi się podobało, jednak w pewnym momencie zwolniła, wtedy miałam czas regenerować się wraz z główną bohaterką, by następnie znów na jednym wdechu pokonywać drogę do spełnienia obietnicy. Kolejnym narratorem jest Sammy, który po rozłące z siostrą trafia do specjalnego miejsca, gdzie ma być bezpieczny. Jako, że jest pięciolatkiem to opowiada w prosty sposób, z zaufaniem i nadzieją, jaką mają tylko dzieci. Autor pokazuje nam też punkt widzenia Zombie, który szkoli się do walki z Obcymi. Jest silny psychicznie, odpowiedzialny, ale też nie stracił swojego człowieczeństwa pomimo wszechobecnej zniewagi, bólu fizycznego i psychicznego. Ciekawym zabiegiem było wplecenie również momentu, gdy narratorem jest uciszacz, Obcy zajmujący się zabijaniem ludzkich niedobitków. Podobał mi się ten pomysł, żałuję, że tych fragmentów było tak mało.

Bohaterowie są ciekawi, ale też w niektórych momentach - niestety - przewidywalni. Cassie jest typem wojowniczki z przymusu, to inwazja zmusiła ją do zmiany swoich priorytetów, nastawienia do walki, a nawet dotrzymywania obietnic. Jej młodszy braciszek Sammy to dziecko, ale odważne, pełne nadziei, wiary w to, że będzie dobrze. Był w tej powieści takim małym słońcem, które trzymało przy życiu i napędzało do działania nie tylko swoją siostrę. Zombie jest trochę pogubiony, nie wie do końca co jest prawdą a co nie, szczególnie, gdy poznał w obozie Ringer. Evan przez większą część czasu miał być pewnie zagadką, jednak dla mnie krótko był tajemnicą, właściwie to Zombie jeszcze szybciej rozszyfrowałam.  Mimo to, polubiłam ich i nie przeszkadzało mi to aż tak w cieszeniu się lekturą.

Rick pisze ciekawie, jednak czytałam "Piątą falę" wolniej niż jak przypuszczałam, że będę. Głównym minusem jego powieści jest według mnie to, że dużo rzeczy da się w niej przewidzieć (już mam w głowie jak pewnie rozwiąże się wątek w następnej części), oraz, że ciągle podczas czytania w mojej głowie pojawiały się tytuły powieści z których elementy były jakby wyjęte (chociażby z powieści "Intruz"). Powieść ta zapierała często mi dech w piersiach, czasem rozbawiała, ale zawsze intrygowała, ciągle myślałam tylko o tym jak to się wszystko ułoży, czy bohaterowie przeżyją, a gdy wśród nich świstały kule, to z niepokojem śledziłam tekst.

Jeśli szukacie czegoś w klimacie inwazji Obcych na Ziemię, którzy nie mają dobrych zamiarów, a w walce z ich tysiąckrotnie bardziej rozwiniętą technologią staje garstka tych, którzy przetrwali, których łączy brak zaufania, to "Piąta fala" Ricka Yancey'a jest czymś stworzonym dla Was. Niepokojąca wizja przyszłości i osoby, które muszą stawić jej czoła, oraz powiązania między nimi (tak tak, nawet na jakieś romanse autor znalazł miejsce i czas) spodobali mi się na tyle, że z pewnością sięgnę po drugą część! Zostawiam Was z dwoma cytatami, które bardzo mi się spodobały w tej lekturze, bo są po prostu prawdziwe:
"Masz jeden dzień życia i tyle. I nie ma to nic wspólnego z Przybyszami. Tak jest od zawsze. Jesteśmy, a potem nas nie ma. Ważne jest nie to, ile mamy czasu, ale to, co z nim zrobimy."

"Nie wiedziałam, jak zareagować, więc milczałam. Zbyt wielu ludzi odzywa się, chociaż nie ma nic do powiedzenia." 
(przyznawać się, kto też tak miał, że nie wiedział co powiedzieć i palnął głupotę? xD)