Tytuł oryginału: Krew ofiary
Cykl: Spętani klątwami [2]
Autor: Monika Grabowska
Wydawnictwo: Nowe Strony
Ilość stron: 616
Gatunek: fantastyka, fantasy, romantasy
Dziewczyna, która powinna nie żyć. Król, który stracił wszystko. Czy po Krwawej Trójnocy uda im się ponownie odnaleźć drogę do siebie? Klątwa nie została złamana. Przeciwnie, złowroga magia się rozrosła: niebo spowił karmazyn, rzeki i jeziora zalała krew. Incarceris dręczą Cienie, siejące zniszczenie i śmierć, a kolejne Szczeliny pochłaniają całe osady. Nawet w Edanii – otoczonej Murem, a więc pozornie bezpiecznej – rośnie niepokój. Elfy i ludzie zdają się przeczuwać, że nadchodzi coś nieodwracalnego. Daganowi udało się uciec z niewoli, lecz zdrada ciąży mu na sercu. Król rozdarty jest między obowiązkami wobec poddanych a pragnieniem odnalezienia Ophelii. W końcu musi jednak podjąć decyzję, co pozostanie dla niego ważniejsze: królestwo czy uczucia? Ophelia zaś nie potrafi zrozumieć, dlaczego przeżyła… ani co dzieje się z jej ciałem. Każdy dzień przynosi nowe pytania, a poszukiwanie odpowiedzi okazuje się znacznie trudniejsze, gdy Głos zawzięcie milczy i nie wskazuje drogi. Niezależnie od tego, czy dziewczyna czuje się gotowa, musi zmierzyć się z duchami przeszłości, konsekwencjami własnych wyborów i przygotować na to, co planuje prawdziwy wróg. [opis wydawcy]
Po przeczytaniu „Krwi zdrajcy” wiedziałam, że muszę poznać dalsze losy bohaterów. Monika rozpoczęła „Krew ofiary” od natychmiastowego wprowadzenia w akcję tam, gdzie zakończyła ją w pierwszej części. Był to świetny zabieg, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że po finale zostało w mojej głowie mnóstwo pytań.
Autorka kolejny raz zmusiła bohaterów do pełnej niebezpieczeństw wędrówki (jeśli myśleliście, że w pierwszym tomie przetrwanie było trudne, to tutaj było jeszcze gorzej). Ophelia cały czas musiała mieć się na baczności, a przebywanie wśród tych, którzy ją zdradzili, tylko potęgowało niepokój. Podobało mi się, jak został ujęty temat niechęci, urazy i zwyczajnej chęci zemsty. Momentami było tego tak dużo, że aż dusiło, lecz było to jak najbardziej spójne z dotychczasowymi przeżyciami postaci.
W tym tomie jest dużo odkrywania tajemnic - niektóre wyłaniają się z okruszków porozrzucanych na przestrzeni powieści, inne zostają zrzucone na czytelnika znienacka. Niektóre mnie zszokowały, inne były przewidywalne, ale liczba sekretów, zdrad i magicznych przekrętów była satysfakcjonująca. Choć wciąż nie do końca zżyłam się z bohaterami, ich nieufność i zdolność do wbijania noża w plecy sprawiły, że wciągnęłam się w tę historię.
„Krew ofiary” to bardzo dobra kontynuacja, którą jak najbardziej Wam polecam, jeśli macie ochotę na mroczniejsze romantasy, w którym bohaterowie nie rzucają się sobie w ramiona co dwie strony i nie spijają sobie z dziubków. Jeśli miałabym porównać tę historię do innych powieści, to atmosfera i sekrety przeszłości przywodzą na myśl dylogię „Tajemnice Króla Shepherda”, a Ophelia i Dagan przypominali mi Val i Daero z trylogii „Post Mortem”.
Moja ocena: 8/10
Współpraca reklamowa z wydawnictwem Nowe Strony
.png)
Bardzo zachęcający opis, zwłaszcza to, że bohaterowie nie rzucają się sobie w ramiona co dwie strony. Takie mroczniejsze podejście do romantasy brzmi zdecydowanie ciekawiej niż typowe romanse.
OdpowiedzUsuńTo dobrze, że to tak udana kontynuacja. Nie zawsze bowiem tak jest.
OdpowiedzUsuń